Google+ Followers

środa, 30 sierpnia 2017

Czy to już Coco Chanel

Tkaninę kupiłam rok temu. Leżała sobie i czekała. Formę na żakiet dostałam od koleżanki i jeszcze raz bardzo jej dziękuję. Nieco ją poprawiłam. To znaczy tylko dopasowałam i skróciłam rękawy. Kieszenie uszyłam na podszewce. Żakiet podkleiłam wkładem dzianym. Materiał strasznie się sypał podczas szycia i dlatego na szwy dodałam nieco więcej niż 1,5 cm.  Do żakietu doszyłam zwykłą ołówkową spódnicę i mam kostium. Ale czy to już Coco Chanel? Same oceńcie. Jestem z niego bardzo zadowolona i strasznie mi się podoba. Całość wykończyłam ozdobną taśmą, którą przyszywałam ręcznie. Świetnie wygląda również ze spodniami.Teraz już, wiem że jak tylko spotkam tkaninę grubszą od tej to na pewno uszyję jeszcze nie jeden taki żakiecik.





I ostatnie zdjęcie 

Teraz tylko zakładać i cieszyć się nim. Z pewnością będziemy się długo lubili. 
Pozdrawiam Ania.



środa, 23 sierpnia 2017

Ostatnia letnia

Udało mi się jeszcze przed końcem lata uszyć bluzeczkę . Lekką, szyfonową z zakładkami. Wypatrzyłam kiedyś taką w sieciówce. Bardzo mi się podobała, tylko cena pozostawiała wiele do życzenia. Tkanina była w domu, formę , niestety trzeba było zrobić. Kiedy już wszystko było, można szyć. Uwielbiam nosić szyfon ale szyć już nie bardzo. Jeszcze jakieś proste fasony ok, ale te zaszewki, masakra. Dobrnęłam do końca i teraz się cieszę z posiadania owej bluzeczki. Szkoda tylko że zdjęć mało ale dobre i te.





O rany, dopiero teraz się zorientowałam,że zdjęcia mam znowu w tych samych spodniach. Ale zapewniam was ,że spodni u mnie sporo, jednak te uwielbiam i mogłabym ich nie zdejmować.
Pozdrawiam Ania:)




czwartek, 17 sierpnia 2017

Zaległości

Muszę nadrobić zaległości. Blogowe zaległości. Dużo tego nie ma ale szyłam na początku wakacji a nawet przed. Czas leci , wakacje mają się ku końcowi i letnie odzienie zostanie pochowane gdzieś na dnie szafy więc trzeba by pokazać. Tak więc gdzieś w okolicach maja został zakupiony materiał. Całe 1,5 m. Sukienka miała być długa. Tu zameczek, tam zaszewka a tu rozcięcie- dłuugie miało być. To jak już wiemy jak ma wyglądać ta sukienka to potrzebuje formę. I kiedy tak latałam od szafy do stołu to po papier ,to ołówek a jeszcze linijka, dziecię przeglądało burdy.I w tedy plan się zmienił. "O, ta sukienka jest super. Taką chcę. Zróbmy tą". Ok. Ze mną jak z dzieckiem. Skoro woli krótką. Przecież lato jest. Tkanina ładna, nico za ciężka na taką sukienkę, ale skoro tak chce nie będę dyskutować. Model jaki został wygrzebany to 127 z burdy 5\2003.
Zdjęcia robione są -niestety na mnie, ale nie można było inaczej.



Jak już wspomniałam tkaniny było 1,5 m. , więc spory kawałek został. I co z nim zrobić? Wrzucę w komodę to będzie leżał, zajmował miejsce i doprowadzała mnie do szalu ,że mogłam coś z niego uszyć. Dziecię moje bardzo lubi spódnice zakładane , czy jak kto woli kopertowe. I tak na szybko powstała spódnica, na bazie trapezu.


Szyło się fajnie. Materiał wdzięczny do szycia. I jeszcze jedno. Dlaczego burda nie może być taka jak dawniej, to znaczy , arkusze z wykrojami przejrzyste a formy idealnie dopracowane. 
A teraz idę kończyć moją spódnicę.
Pozdrawiam Ania.


wtorek, 8 sierpnia 2017

W afrykańskich klimatach

Dostałam kiedyś kawał super tkaniny w prezencie. Cieniutki , przewiewny- super. Kolory i wzornictwo niczym z gorącej Aryki. Leżał jakiś czas i czekał, aż się doczekał. W tym roku upały jak w Afryce i od razu pomyślałam o tej super tkaninie. Postanowiłam, że będzie z niego sukienka. Ale nie chciałam sukienki z wieloma cięciami bo zależało mi na tym żeby wzór był widoczny w całości. Wybrałam model 106 B z burdy 2/2017. W oryginale sukienka ma wolanty na ramionach. U mnie w pierwotnej wersji też były, jednak musiałam je odpruć bo wyglądało to wręcz tragicznie. Bez wolantów jest super. Sukienka jest przewiewna, lekka, jak bym nic na sobie nie miała. Tkanina do szycia rewelacyjna. Forma też bardzo dobrze dopracowana -jak dla mnie. Nic nie musiałam poprawiać. Zmiany jakie wprowadziłam to zlikwidowanie wolantów i dorobiłam sobie kieszenie w szwach bocznych. Kocham kieszenie i jak tylko mogę to je robię. A tak wygląda moja sukienka w afrykańskich barwach.



Uwielbiam tą sukienkę za wszystko. Jest doskonała na upały i dłuuugo się z nią nie rozstanę. Mam nadzieję ze jeszcze w niej pochodzę w te wakacje.
Materiału było dość sporo i kawałek został. Ponieważ postanowiłam kiedyś, że  nie będę zostawiała kawałków , bo nie mam ich gdzie trzymać a tym bardziej nie wyrzucę. Tak więc zostało kawałek i wykombinowałam sobie jeszcze zwykła bluzeczkę. Forma prosta ale żeby nie było tak całkiem zwyczajnie to zrobiłam zapięcie polo. Może to nie jest jakaś wyjątkowa rzecz ale nie wszystko takie być musi a letnich bluzek latem nigdy nie za wiele.

Materiał wykorzystałam do końca. Nic nie zostało i o to chodziło. 
Pozdrawiam cieplutko. Ania:)